sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Warszawa, Białystok, bania w Białowieży

11.11–14.11.2010, Polska

Mając w głowie ostatni wyjazd do Berlina, zwróciłem uwagę na niektóre szczegóły komunikacyjne na Okęciu. Lotnisko jest duże, piękne, czyste, nowoczesne, ale nie ma ani mapy miasta, ani żadnych ulotek turystycznych, ani żadnej informacji dotyczącej transportu publicznego.

Warszawa

Ostatnio odwiedzałem w Warszawie jedynie centry komunikacyjne: Dworzec Centralny — Okęcie, Okęcie — Dworzec Centralny. Tym razem specjalnie przyjechałem 3 godziny wcześniej przed wylotem, żeby chociaż troszeczkę przejść się ulicami miasta. Otóż przeszedłem się 4-5 przystanków autobusowych wzdłuż linii autobusowej 175.

W niektórych (rozumiem że nowszych) autobusach zawieszono po kilka monitorów. Zdjęcie może nie jest zbyt udane, ale widać w jakim celu unowocześniono transport. Widać również jaką powierzchnie przewidziano na wyświetlanie informacji związanej z trasą autobusu (prawy monitor, pasek informacyjny zajmuje dokładnie 1/3 jego powierzchni).

Ale jedną zmianę monitorowo-informatyczną można uznać jednak za pozytywną: zmieniono starą tabliczkę z trasą na nowy podłużny monitor. Najkorzystniejsze jest to, że teraz przejechane przystanki zmieniają swój kolor na szary, to pozwala na dokładne oszacowanie ile drogi jeszcze pozostało.

Mam również zdjęcie wersji poprzedniej.

Rozkład jazdy autobusów na przystanku obok Centralnego. Jeżeli w kilku słowach: „jakoś nie pasuje mi to do miana stolicy europejskiej”. Jeżeli ze szczegółami: stara zbyt masywna (komunistyczna jeszcze?) konstrukcja, kartki nie są ułożone według numerów (519), sam wygląd kartek zaprojektowano jeszcze chyba w 90-ch, kiedy drukarka kolorowa jeszcze była rzadkością.

Tuż obok dowód na to, że polak potrafi. Nie wiem, jak można spać w tych warunkach i nie utracić równowagi?

Cieszy, że w końcu zaczęliśmy myśleć o segregacji odpadów.

Ale to na razie tylko w centrum, wystarczy odejść trochę dalej i głowa już nie boli o środowisko naturalne.

Dwa typy przystanków. Mapy na niektórych są, na niektórych brak. Ale na każdym jest reklama, i to wielka, duża, podświetlona. Teraz już wiem, że przystanek istnieje przecież, żeby pokazać reklamę. To jest nowsza wersja.

Krótka myśl o mapach. Według mnie nie są zbyt udane. Przede wszystkim dlatego, że są „położone” na zwykłą mapę geograficzną. Jako skutek — linie transportowe są nieczytelne. Wydaje mi się, że powinno się je (mapy) zmienić z geografia + transport na sam transport.

Starsza wersja. Na bank jeszcze z czasów komunistycznych. Wtedy większość mieszkańców poruszała się transportem publicznym, stąd właśnie 2 razy większy dach niż teraz (uchroni od deszczu więcej ludzi), brak podświetlonych boksów na reklamę.

Kończąc tematykę przystankową, niesamowicie piękne półokrągłe drewniane ławeczki. Jest to chyba stacja kolei podmiejskiej?

Ciekawy znak drogowy.

Pomysł na stylizację — świetny, ale wykonanie już typowo polskie.

Pojemnik na piasek.

Słupki, bardzo popularne w całej Polsce. Ciekawy szczegół: w Berlinie (patrz fotoreportaż) też jest wiele słupków, ale nie mają łańcuchów. Dlaczego?

Tabliczka z mapą osiedla.

Pogoda była przepiękna, ale czas ruszać dalej.

Białystok

Przyjechałem do Białegostoku na kilka dni, żeby załatwić kilka zaległych spraw urzędowych, spotkać się ze starymi przyjaciółmi oraz trafić w końcu do bani w Białowieży. Wykład o bani będzie na końcu, teraz natomiast powitajmy Białystok.

O ile sama stolica Podlasia przeżywa ostatnio spore, poważne zmiany, to urzędowa jego część (szczególnie komunikacja wizualna) nadal jest w drzemce komunistycznej. Sfotografowałem drzwi do jednego z gabinetów w Urzędzie Miejskim przy Branickiego 9. Jest to pokój, w którym się załatwia sprawy meldunkowe. Czy wy też widzicie to samo co ja? Czyli, że właśnie ta informacja (co dokładnie można zrobić w tym gabinecie) jest wydrukowana najmniejszą czcionką? I po co jeszcze ten tekst na samej górze „Urząd Miejski...”, jak bym nie wiedział gdzie się znajduję? Oraz ta obsesja pisać wszystko wielkimi literami, jak by to miało dodać więcej sensu temu co jest napisane?

Ale wróćmy do miasta. Przy dworcu postawili tablicę ze schematem miasta oraz zaznaczonymi na niej ciekawymi miejscami turystycznymi. Wielki plus.

Przystanek autobusowy. Każdy numer jest wydrukowany inną czcionką. Oraz po co było dublować informację na górze? Ta sama ulica, ta sama nazwa przystanku, ten sam znak. Konstrukcja cholernie masywna, metalowa. Chyba była wzorowana na warszawską?

Podejście do przejścia dla pieszych ma specjalną kostkę (sprawdziłem, jest antypoślizgowa, oraz te bąbelki na bank są przeznaczone dla osób niewidomych). Widać również kanał odpływowy na wodę, ale do końca nie jestem przekonany czy jest potrzebny.

Parking rowerowy (a raczej jego mega-uproszczona wersja) oraz kosz na śmiecie. Co ciekawe, dokładnie takie same kosze widziałem też w Berlinie. Kto u kogo podciągnął pomysł?

Tuż przy dworcu bar Strit z tradycją cieszy każde spotkane spragnione oko i gardło. Cieszy w nim dosłownie każdy element: i różowiutki kolorek, i laska w kostiumie czirliderki z seks-shopu, i kobieta z wielkimi piersiami gdzieś z okolic October Festu, i zwrot „Zimne piwko” tuż obok lampek z szampanem. No i jak można nie zachęcić się widokiem poważnego Pana Sakowicza, który podobnie pochodzi z Białegostoku oraz jest z dala od polityki. Swoją drogą, co to za bezsensowne hasło polityczne „Z dala od polityki” — to co ty, gościu, robisz na tym plakacie, który jest stricte polityczny?

Ale jest jednak coś, za co właściciel baru Strip ma u mnie plusa. Że nie zniszczył stary numer domu. Co prawda, nie dba o niego, ale że jest nadal przy życiu (znak, oczywiście), to już wielkie osiągnięcie.

Ostatnie zdjęcie z Białegostoku i już przechodzę do bani. Słup reklamowy. Najpierw myślałem: „No nieźle go ptaki zasrali”. Ale okazało się, iż ptaki raczej nie mają nic z tym wspólnego, iż jest to klej, którym przykleja się plakaty. Nie rozumiem jak coś takiego może mieć miejsce. Zarabia na tym dworzec (bo słup postawiono na jego terenie), zarabia agencja reklamowa (która wynajmuje i obsługuje ów słup). Wychodzi mi na to, iż każdy z nich myśli tylko i wyłącznie o kasie. To jak by może i nie jest źle, no ale chociażby bez tego białego gówna pod nogami! O rozwalonym koszu na śmieci już nie wspominam.

Jest jednak jedna rzecz, która dotyczy dworca w Białymstoku, i która od razu przechyla ku nemu ciepłe, pełne miłości wzory podróżnych — darmowy Wi-Fi. Umywa się przed tym i Centralny w Warszawie, i światowe Okęcie, i Skavsta w Szwecji obok Sztokholmu.

Bania w Białowieży

Chyba przyszedł najwyższy czas opisać, czym jest w końcu „bania” i dlaczego nie wyobrażam sobie życia bez tego czegoś. Idąc najprostszą drogą można powiedzieć, że jest to prawie jak sauna, tylko z pewnymi modyfikacjami. Z tym że te modyfikacje zmieniają dobrze znaną polakom saunę w nieznaną banię.

Na zdjęciu — mój kolega Janek w bani.

Minimalnie bania się składa z dwóch pokoi: pokój dla odpoczynku oraz przebierania + pariłka (ros. парилка, nie mam pojęcia jak to przetłumaczyć z rosyjskiego na polski). Dobrze jest kiedy mamy dodatkowo kibelek, jak na przykład ten na zdjęciu.

Oraz pokój z prysznicem z wiadrem z zimną wodą, przyczepionym do góry. Kiedy jesteś mocno nagrzany, włazisz pod wiadro, no i masz doskonały zimy prysznic. O niebo lepsze jest wskoczyć od razu do jeziora czy rzeki, ale to niestety nie zawsze jest możliwe.

A teraz najważniejsze. Rózgi. Najczęściej brzozowe, ale są też dębowe; z innych drzew osobiście nie spotykałem, ale pewnie gdzieś są. Następna bardzo istotna różnica to piec. Nie jest to mały elektryczny jak w saunie. Tylko wielki i murowany. Jego nagrzanie często zajmuje 4-6 godzin. W bani jest również więcej kamieni. W ideale powinni to być kamienie rzeczne (gładziutkie), gdyż każdy inny często nie wytrzymuję temperatury oraz szybko się rozpada na drobne części.

Proces w kilku słowach można opisać następująco: wchodzi się do pariłki, stopniowo podlewa się gorącą wodę na kamienia, rózgi mają być wymoczone we wrzątku! (to jest częsty błąd w Polsce). Czyli podlewamy wodę na kamienie oraz okładamy się tymi rózgami, od dołu do góry (bardzo ważne jest nagrzać stopy). Trwa to kilka minut aż doprowadzasz się do stanu, że już nie możesz wytrzymać ani sekundy dłużej; teraz wyskakujesz na zewnątrz do rzeki czy pod wiadro z zimną wodą.

Nieźle, umieściłem w dwóch akapitach to co inni opisują w całych książkach wydanych na ów temat.

Zdjęcia przestawiają banię w Białowieży obok restauracji Carskiej. Nie jest ona w 100% prawdziwą rosyjską banią (inne kamienia w piecu, brak dostępu do wrzątku, rózgi źle zrobione, oraz jakieś podejrzane drzewo w środku), ale ze wszystkich które widziałem w Polsce jest ona najbardziej zbliżona do oryginału.

Jak widać na powyższym zdjęciu, nieodłącznym elementem podobnego odpoczynku jest rozmowa. Powolna, wyrozumiała, przyjacielska, z dużym kredytem zaufania — czyli to co cenimy najbardziej. Powiem wam z pełną odpowiedzialnością: nigdzie tak się nie rozmawia jak w bani. Nigdzie.

A skoro interesują mnie podobne rzeczy, nie mogłem obejść uwagą „Zasady Kąpieli w Saunie”. Przezabawna infografika. Która, co najważniejsze, raczej nic nie ma wspólnego z banią. Opisuje jedynie typowe zachowanie się w saunie. Zabawne są te ludziki, proszę zwrócić uwagę na numery: 6, 8, 10, 14, 20.

No i na tym pięknym „elemencie” skończył się mój wyjazd do Polski.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: dwa plus cztery? (wpisz liczbę)
 
 
2 ela | 2010-12-18 18:33
Po co mieszkasz w Białymstoku... ptak co własne gniazdo kale!?
Po co tu wracasz? Zamieszkaj w Szwecji... jest taka ok?!
1 Renata W-Lees | 2010-11-22 21:39
Oj czepiasz sie tego Bialegostoku, czepiasz....