wróć do listy fotoreportaży
Od czego by tu zacząć? Powiem kilka słów o imprezie. The Tall Ships’ Races — jest to zlot najpiękniejszych i największych pływających po morzach żaglowców. Impreza jest ogranizowana co rok w różnych miastach Europy. Oczywiście, przyciąga horondalne tłumy ludzi.
Przyjechałem późnym wieczorem i oczywiście nie mogłem się powstrzymać od spaceru.
Morze łagodne jak śpiący kot.
Żaglowców było ponad 100. Widok niesamowity, niepowtarzalny, cudny i doskonały. Jestem słabym fotografem i nie mogę przekazać tych wszystkich emocji, jednak proszę mi wierzyć — warto to zobaczyć na własne oczy.
Były starsze modele z drewnianym kadłubem i częściami.
Oraz nowsze, chromowane.
Każdy żaglowiec jest doskonałym dziełem sztuki.
Elementy ich są dziełem sztuki.
Są doskonałe z każdej strony.
Załogi mają srogich kapitanów.
Czasem, co prawda, trochę zamyślonych.
Ale, ogólnie, przyjaźnie nastawionych.
Kiedy kapitana się dobrze nakarmi — świat przybiera kolorów.
Dowiedziałem się, że Stocznia Gdańska dumnie nazywała siebie imieniem Lenina.
Że łabędzie mają białe dupy.
Że czasem, będąc na statku może zabraknąć morza dookoła.
W sumie nie wiem dlaczego, ale byłem przekonany, że kotwica musi być w czarnym kolorze. I, że nie zazna czegoś takiego jak rdza.
Okazało się, że zawiesić flagi w ten sposób może tylko statek, który opłynął dookoła ziemi.
Na rosyjskim statku Mir znalazłem ciekawą listę obecności marynaży na pokładzie.
Zaskakującą nowością była również informacja o wybuchającej koli. Robisz łyczek — i sru, nie ma ciebie!
Morski klimat, powietrze, niebo, woda — każdy element ma charakter.
<Tu nawet łapka jest inna. Morska.
Tu nawet miłość czuje się swobodniej.
Nieoczekiwanie można spotkać pirata.
A po wypiciu ze mną parę kiliszków podlaskiego bimbru ten przystojniak powiedział, że jako jedyny w Polsce ma oficjalnie wystawione zaświadczenie, że wykonuje on zawód pirata.
Skomentuj fotoreportaż