wróć do listy fotoreportaży
Sigtuna to małe miasteczko niedaleko Stockholmu (godzina drogi transportem publicznym od centrum). Teraz liczy ono około 7000 mieszkańców. Jak widać, jest małe, ale z wielką imponującą historią :) Zostało założone w 980 roku i już po 30 latach otrzymało prawa miejskie. I w krótkim okresie czasu Sigtuna przekształciła się w stolicę Szwecji. Przez jakieś 250 lat prężnie się rozwijało, aż do czasów tajemniczego napadu (niewiadomo kto i kiedy dokładnie go dokonał). Skutek tego jest jednak znany bardzo dobrze. Sigtuna straciła swoje wpływy i już nigdy nie odzyskała byłej wielkości. A stolica została przeniesiona do Stockholmu.
Miasteczko niezwykłe klimatyczne, przytulne, ciepłe i przyjazne. Z wielką miłością do własnej historii.
Położone na trzecim co do wielkości jeziorze w Szwecji.
Przed wyjazdem sprawdziłem oczywiście stronę internetową, gdyż nie byłem do końca przekonany, czy warto tam jechać. I tu pierwsze zaskoczenie — jest ona prawie doskonała. Co więcej, www.sigtunaturism.se jest specjalną strona turystyczna tej gminy (notabene, w całej gminie mieszka 30000 mieszkańców). Moje rozsądne pytanie, dlaczego szwedzkiej gminie opłaca się inwestować w stronę z informacjami o niej, polskiej zaś — nie? Po sprawdzeniu wszystkiego, wiedziałem, że muszę to zobaczyć na własne oczy.
To jest budynek ratuszu miejskiego z 1744 roku. Jest to najmniejszy drewniany ratusz w Szwecji.
Ruiny kościoła Św. Piotra z XIII wieku.
Kamień runiczny wikingów. Według informacji turystycznej, były one ustawiane przez nich na upamiętnienie różnych ważnych dat i miejsc. Zapewne coś w stylu: w znak miłości mojej żonie w miejscu gdzie ją poznałem :)
Kościół Św. Maryi też z XIII wieku. Właściwie wszystkie budynki sakralne pochodzą z XIII wieku, gdyż w tym czasie osiedliły się tutaj dominikanie.
Kończąc tematykę kościelną, ruiny kościoła Św. Olafa (czy to nie jest przypadkiem jakiś Bóg wikingów?)
Jak wspominałem wyżej, miasteczko przytulne jak w bajce. Po prawej stronie jest jezioro.
Tu nawet brama nie chcę być zwykłą bramą.
A cafe buja na falach.
Wiele okien w Szwecji nie mają zasłon. Aha, i druga ciekawostka, to lampki na parapetach lub zawieszone przy samym oknie.
Często można spotkać również i stawnie. Jednak zdecydowanie przegrywają w dekoracji z polskimi, patrz fotoreportaż — «Narew. Kraina otwartych okiennic»
Ciekawy i praktyczny pomysł: mapa gminy z zaznaczonymi firmami, lokalami i reklamą tych firm obok.
No i na koniec, coś przyjemnego :) Jest to tablica. Zgadnijcie jaka? :) U Słowian w tym miejscu spotykam raczej widok Jezusa, czasami Matki Boskiej, czasami aniołów.
| 6 | AC |
2010-05-04 09:34 @Marek Dzięki za polecenie Mariefredu — obowiązkowo przejadę się tam. |
| 5 | Marek |
2010-05-03 21:29 Bardzo fajny pomysł z tymi fotoreportarzami. Mało takich ujęć «niekomercyjnym» okiem można znależć. (A przynajmniej ja jeszcze nie znalazłem) Wszystkim zwiedzającym Szwecję polecam miejscowość Mariefred , w której narodził się i dorastał jeden z polskich królów... Pozdrawiam!!! |
| 4 | Anna |
2009-12-09 18:31 Piękna jest Sigtuna..ma swój klimat.Zwiedzałam te maisteczko latem...polecam!!! |
| 3 | Marta |
2009-11-16 22:00 No to wiem, dokad jade na wakacje za 3 lata.:) |
| 2 | LG |
2009-11-16 21:10 nie mają firanek - bo protestanci nie mają nic do ukrycia. A świece lub lampki w oknach (zapalone) oznaczają, że kogoś oczekuje się i daje się promyk światła by nie zbłądził. |
| 1 | Krzysztof |
2009-11-16 08:44 Mieszkam tu od 3 lat i nie moge sie nasycic pieknem.... Pozdrawiam |
Skomentuj fotoreportaż