sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Szwecja. Grisslehamn — Älmsta (Roslagsleden)

25.06–27.06.2010, Zagranica

Zbliża się wyjazd na Gotland. Będzie to niezły wyczyn dla mięśni oraz ogólnie-turystycznych umiejętności osobistych. Dlatego postanowiliśmy z żoną trochę się przygotować i zrobić sobie 3-dniową pieszą wycieczkę. Wybór padł na odcinek Grisslehamn — Norrtälje (około 50 km). Dlaczego właśnie tu? Chodziło głównie o dostęp do morza, żeby co najmniej połowę trasy iść wzdłuż linii brzegowej.

Przyjechaliśmy do Grisslehamn. Rozejrzeliśmy się. Centralny placyk był zajęty przez straganiarzy. Którzy, jak się okazało, wyglądają dokładnie tak samo jak i w Polsce.

Jest to stara wieś rybacka (całkiem ładna, swoją drogą). Większość rybaków obecnie przerzuciło się na biznes turystyczny. Ale, jak widać, niektórzy nadal pozostają wierni tradycjom.

Tu pierwszy raz w życiu zobaczyłem garaż dla łodzi.

W tym momencie zrozumieliśmy swój pierwszy błąd: brak mapy. Wcześniej przejrzałem oczywiście Google Maps, a nawet wypisałem kluczowe miejscowości, jeziora itd. Jednak przy pieszej podróży dobra mapa potrafi zaoszczędzić sporo wysiłku. A najważniejsze — będziesz wiedział w którym kierunku iść. Tymczasem znaleźliśmy morze oraz zwyczajnie poszliśmy wzdłuż wybrzeża w kierunku Norrtälje.

Wkrótce trafiliśmy na domek zbudowany w roku 1907 dla Alberta Engstroma (szwedzki artysta, pisarz). Nie wiem dlaczego ze strony morza jest on pomalowany w biały kolor, a ze strony „lądu” — w czerwony.

Aha, zabiegając trochę do przodu — mam też 2 nowe znaki drogowe do kolekcji. Pierwszy oznacza, że zaczyna się teren wydobycia kamienia (no i że te kamienie mogą fruwać). Drugi zaś przestrzega kierowców przed bawiącymi się dziećmi.

Od teraz wszystkie zdjęcia są ułożone chronologicznie. Podróżując tą trasą zobaczycie widoki mniej-więcej w tej samej kolejności.

W poszukiwaniach dobrego kierunku błąkaliśmy się jakiś czas po lesie oraz różnych dróżkach większych i mniejszych.

Podglądając zza płotów na życie miejscowych.

Aż w pewnym momencie trafiliśmy na plażę.

Na zdjęciu widnieje reklama święta „Midsommar”. Pochodzi ono jeszcze z czasów pogańskich i, jak wynika z nazwy, oznacza świętowanie środka lata (chociaż obchodzone jest zawsze w piątki). Z opowieści znajomych Szwedów, słup symbolizuje penis, obok niego się tańczy. Tańczy się w kilku kręgach (w zależności od tego ilu jest ludzi). Kręgi symbolizują waginę. No a chodzi generalnie o płodność, dobre plony z ziemi, zdrową zwierzynę itd.

Dla nas osobiście owa plaża zaowocowała znalezieniem pomarańczowych znaków na drzewach (widzieliśmy je już wcześniej, ale nie zwracaliśmy na to uwagi). Domyśliliśmy się iż jest to ścieżka turystyczna. A skoro prowadziła ona w tym samym kierunku co i nasze zamiary turystyczne — nic nie zostało nam więcej, jak podążać nią.

Większość czasu droga nie była łatwa.

Nie, powiem inaczej: droga była raczej ciężka.

Po 3-ch godzinach walki ze szkierami musieliśmy się zatrzymać na nocleg.

Już nie pamiętam nawet czy to był wschód czy zachód. Ale pamiętam jak z samego rana mewy zaczęli nas wnerwiać swoim „śpiewem”. Nie rozumiem tych ptaków, krzyczą tak jak by miały zaraz zdechnąć z głodu.

Dalej idziemy wzdłuż pomarańczowych linii na drzewach.

W pewnym momencie spotkaliśmy innych, bardziej „profesjonalnych” turystów. Z mapą. Okazało się iż podążamy prawidłowym szlakiem turystycznym, który się nazywa Roslagsleden. He-he, życie się zrobiło kolorowe.

Super-mini jeziorko, ściśnięte w szkierach.

Autorom Roslagsleden można na pewno pogratulować pomysłu na stworzenie szlaku, który zawiera i las, i bagno, i szkiery, i morze, i drogi, i ścieżki i jeszcze sam nie wiem co.

Widoki — przecudowne.

Domki — przepiękne.

Właśnie to było bardzo fajne — ciągła zmiana charakteru okolicy.

Następny nocleg postanowiliśmy spędzić w kempingu. Cóż oferuje typowy szwedzki kemping zwykłemu turyście z własnym namiotem za 9€?

Generalnie — nie wiele. Jest budynek gospodarczy z toaletami, prysznicami, kuchnią z kuchenką, mikrofalą oraz ciepłą wodą. Miejsce do gry w siatkówkę, plażę, mini-golf, plac zabaw dla dzieci.

Oraz domki do wynajęcia.

Było nad czym się zastanowić.

Na jutro — znów w drogę. Zrozumieliśmy, iż początkowy plan był zbyt ambitny. Zredukowaliśmy więc całą trasę do odcinku Grisslehamn — Älmsta.

Cóż, Älmsta witała nas wielomownie. Osłem w sombrero przy drodze.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: jeden plus dwa? (wpisz liczbę)
 
 
3 ania | 2012-06-07 21:26
reportaz poprostu cudowny!!kocham szwecje i kocham to miejsce.
w almsta spedzilam najpiekniejsze chwile mojego życia:)
poznałam tam mojego kochanego męża i wracamy tam jak tylko czas pozwala!!
a knajpce na zdjeciu koło łosia jest najpyszniejsze jedzienie na swiecie!!
ulica nad rzeką sie podnosi jak jacht chce przepłynąc:)
ohhhh jak cudownie powspominac....
dziekuje za namiastkę tego raju:)pozdrawiam
2 AC | 2010-06-28 13:45
@mistyk
Mówiąc prostym językiem to są te kamienie na zdjęciach. Wikipedia podaje jednak obszerniejsze wyjaśnienie: szkier
1 mistyk | 2010-06-28 13:42
Co to są «szkiery»?