sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Szwecja. Ösmo

02.05.2010, Zagranica

Do Ösmo pojechałem tylko w jednym celu — obejrzeć kościół z XI wieku ze średniowiecznymi malowidłami w środku. Dlatego większość dzisiejszego reportażu będzie poświęcona tematyce religijnej.

Podróż zaczęła się obiecująco: już w pociągu zobaczyłem blondynkę w sutannie (pierwszy raz w życiu). Jej widok tak mnie przeraził, że już nie mogłem się skupić na książce (w drodze zwykłe czytam). Siedziałem z przygotowanym aparatem i czekałem aż skończy rozmowę przez telefon, żeby zapytać o pozwolenie na zdjęcie. No i kto mógł pomyśleć, iż ksiądz-kobieta jest taka sama jak i wszystkie inne kobiety: przez całą podróż (około 30 min) nie skończyła rozmowy! Dlatego mam tylko zdjęcie «z ukrycia».

Notabene, pogoda była przepiękna. Wiosna w najbardziej czarującej postaci: lekki wiaterek, przyjemne słońce, słodkie powietrze, piękne leśne kwiaty.

Chrześcijaństwo w okolicach dzisiejszego Ösmo pojawiło się w XI wieku, w tym samym czasie powstał tu kościół. Na samym początku był to bardzo mały budyneczek z murowanymi ścianami oraz drewnianym dachem.

Na szczęście ściany zachowały się do dziś (!) wraz z oryginalnymi rysunkami z tamtego czasu (!) Na zdjęciu widać rysunek «prześcieradła» pod oknem. Właśnie tak były ozdobione ściany w kościele 1000 lat temu. W okolicach XIV-XV wieków zdecydowano się zamienić drewniany dach na murowany.

Trafiłem akurat na mszę protestancką (pierwszy raz w życiu). Jak dla mnie to jest ona bardzo podobna do katolickiej, tylko krótsza. Proszę zauważyć jak mało jest ludzi w środku. Naliczyłem w nim 27 osób! (W niedzielę jest tylko jedna msza.) Później spytałem pastora, dlaczego tylko tyle? Wiecie co mi odpowiedział: «Welcome to Sweden!»

Po mszy pewna starsza Pani — Brytyjka, która już 40 lat mieszka w Szwecji — oprowadziła mnie po kościele, opowiadając jego historię. Ale w tym momencie czas na straszną prawdę i rozczarowanie samym sobą: zrozumiałem chyba tylko ze 30% z tego co mówiła. Po pierwsze, brytyjski akcent jest dla mnie cholernie ciężki do zrozumienia; po drugie, starsza Pani, mówiąca cicho, pod nos, w kościele, wstawiając w międzyczasie szwedzkie słówka. Jednym słowem: zabójcza kombinacja dla mojego dziewiczego angielskiego.

Ale — do dzieła! Jak już wspomniałem, na przełomie XIV-XV wieków dach zmieniono na murowany. Zaproszono również najsłynniejszego w owych czasach malarza do ozdobienia wnętrza kościoła. Jeżeli dobrze zrozumiałem miał on pochodzenie niemieckie. Wynajęcie wielkiego mistrza do ozdobienia budynku zawsze wiązało się z wielkimi kosztami, które może ponieść tylko bardzo zamożna rodzina. Tak było i w tym przypadku. Właściwie nawet było kilku fundatorów. Teraz ich masywne rodzinne herby wiszą na ścianach. Większość wydatków poniosła jednak Pani Britta Tott. Z nią związana jest ciekawa historia. Pochodzi z Danii, i w owym czasie było niespokojnie między tymi krajami. Nie zrozumiałem dokładnie, ale ona bądź wydała Szwedom informację o nacierających statkach z Danii, bądź nie wydała. I za to ją skazano na śmierć. Wyrok jednak później zmieniono. Ona w dziękczynienie za to postanawia zmienić kościół i zaprasza słynnego mistrza Alberta Malarza (Malarz — nie nazwisko, prawdopodobnie on nie był szlachcicem i dlatego nie miał nazwiska).

Na obrazie poniżej jest przedstawione ukrzyżowany Jezus, ręce którego podtrzymuje Ojciec, a obok stoi dziewica i to jest Pani Britta Tott.

Albert Malarz uznawany był za wybitnego specjalistę od malowania twarzy. Dlatego malował je własnoręcznie, natomiast pozostałą większość obrazów narysowali jego uczniowie. Powiększona twarz Britty.

Poniższy obraz jest strasznie wyblakły — mocno podniszczony w XVIII wieku. Ten po prawej stronie jest bardzo ciekawy. Przedstawia on moment wniebowzięcia Jezusa. Jeżeli się przyjrzeć, to na dole widać gromadkę ludzi oraz ślady od stóp, trochę wyżej — lecącego w górę gołębia, i jeszcze wyżej — nogi schowane w chmurze. Jezus był na dole (widać jeszcze jego ślady), a teraz już jest na niebie (właśnie wlatuje do niego, jeszcze widać nogi).

Koło życia i fortuny. Po lewej na dole człowiek jeszcze jest dzieckiem, trochę wyżej — już dorasta, na górze jest dorosłym dojrzałym mężczyzną, trochę po prawej — już prawie leci w dół ku śmierci, i na samym dole po prawej widać zwłoki. Taki uproszczony obraz życia człowieka.

To jest część szatana. Na dole po lewej — Adam i Ewa próbują jabłko. Na dole po prawej — wygnanie ich przez anioła z raju. 4 działki na górze zaś przedstawiają dojenie mleka przez pomocników szatana oraz robienie masła przez wiedźmę. Z tym jest związana jakaś legenda, ale z moją wiedzą angielskiego nie udało mi się dowiedzieć. Może ktoś wie?

UPD. 8 sierpnia 2010:
Cytat z książki "Zauroczenie" Margit Sandemo (seria "Saga o Ludziach Lodu"):

— Pieknie — odpowiedziała Silje z wachaniem. — Ale dlaczego namalowaliście, panie, kobietę ubijającą masło? A za nią diabła?

Benedykt zachichotał.

— Zawsze chcą czegoś takiego. Muszą mieć trochę zabawy, księża i kościelni, i całe zgromadzenie.

— Ale ja nie rozumiem — powiedziała Silje z prostotą.

Ze zdziwieniem otworzył usta.

— Chcesz powiedzieć, że... że nie rozumiesz symboliki? Nigdy nie widziałaś jak się ubija masło? Sama nigdy tego nie robiłaś?

— Ależ tak, ale...

W jednej chwili wielki rumieniec oblał jej policzki. Uciekła. Coś tak niegodziwego! Coś tak...

Dzieje książki opisują sprawę z XVI wieku w Norwegii. Czyli całkiem blisko do Ösmo. Okazuje się, iż nie ma żadnej legendy. Że wszystko jest proste jak but. Chyba zbyt poważnie podchodzę do tematu, życie jest zdecydowanie prostsze.

Dla tych, którzy nie zrozumieli "symboliki" — chodzi o masturbację.

Na tym zdjęciu na samym dole po lewej i prawej stronie widać tarcze rodzinne fundatorów. Naród musi znać swoich bohaterów.

Dowiedziałem się, że taka mała przybudówka z boku kościołów służyła do przechowanie broni podczas mszy świętej. Zbrojny mężczyzna nie mógł wejść bezpośrednio do głównej sali.

Na tym zdjęciu pięknie widać wszystkie części kościoła: przybudówka na broń, wieża obronna (dobudowana później w XVII wieku), półokrągła część z prawej strony (dobudowana w XVIII wieku). Oryginalnie w XI wieku kościół był nawet trochę mniejszy niż część środkowa, która wygląda prawie jak zwykły domek wieski.

Po mszy zostałem zaproszony na picie herbaty w pobliskim domu, należącym do parafii (pierwszy raz w życiu). Po lewej stronie — organistka, po prawej — Pani, która mnie odprowadzała, po środku jest ich koleżanka.

A to domek pastora, tuż obok «miejsca pracy».

Odszedłem trochę w kierunku centrum i co ja widzę? Grupkę ludzi, ubranych w średniowieczne szaty.

Okazało się iż w tym roku, latem, co weekend miejscowi organizują igrzyska. Dzielą się na «dobrych» i «złych» oraz zmagają się w to całymi rodzinami. Niestety, tylko dwie małe dziewczynki trochę mówili po angielsku. Nie udało mi się dowiedzieć szczegółów tej zabawy.

Jeszcze trochę dalej — dom starców.

Wiedziałem również, iż w Ösmo jest piękne jezioro z nazwą Muskan. Poszedłem więc go szukać.

Po drodze zrozumiałem, że jest to bardzo przytulna miejscowość z pięknymi, zadbanymi domkami. Ze względu na ładny dzień sporo ludzi spędzało czas na zewnątrz.

W przedszkolu dzieci uczą się prowadzić wózki, pływać na łódce oraz podstawom budowy samochodów.

Budynek dworcu.

Popełniłem również kolekcję nowych znaków drogowych (oraz w pierwszym przypadku, chyba — słupowych).

Dowiedziałem się, że obok pięknych spokojnych dzielnic może być spokojna dzielnica tragicznie brzydkich komunistycznych bloków.

Byłem świadkiem niewielkiego zlotu brudnych od głów do stóp motocyklistów.

I tak łaziłem, łaziłem szukając jezioro Muskan, aż w końcu trafiłem w to miejsce i zrozumiałem, że chyba nie znajdę go. Usiadłem więc na kamieniu, zjadłem swój obiad (nie ma nic lepszego na świecie niż obiad w lesie). Pomyślałem, że jeszcze tylko zejdę na dół i wracam.

Na dole była droga.

A za drogą — jezioro. Woda zawsze działa na mnie magicznie. Więc, uznałem Ösmo za wyjątkowo przyjemne, ciepłe oraz ładnie położone miasto.

Jeszcze nie umiem tego wytłumaczyć, ale coś w tych szwedzkich domkach jest. Coś mnie w nich pociąga. Niby nic szczególnego, nic niezwykłego, prosty domek. Ale jednak nie mogę przejść obojętnie.

W klasyfikacji ładności umieszczam Ösmo tuż przed Vallentuną (patrz fotoreportaż) z Vallentuny.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: cztery plus trzy? (wpisz liczbę)
 
 
11 SEBASTIAN | 2012-03-24 17:09
BARDZO PIĘKNA MIEJSCOWOŚĆ TERAZ OD JUTRA BĘDĘ TAM MIESZKAŁ.
POZDRAWIAM
10 Oskar | 2010-05-22 22:52
Meteory. Naprawdę cudowne miejsce. Obiecałem sobie właśnie, że kiedyś tam dotrę.
No i czekam na blokowiskowy fotoreportaż. :)
Pozdrawiam!
9 AC | 2010-05-18 12:44
@Oskar
Sorry za spóźnioną odpowiedź — byłem na kilkudniowym wyjeździe i nie byłem w stanie odpowiedzieć.
Ładne zdjęcie jest zrobione w Grecji, a dokładniej — w Meteorach. Jest to przepiękne i niezwykłe miejsce, gdzie w średniowieczu mnisi zbudowali kilka klasztorów na wierzchołkach gór. Polecam go zobaczyć, na długo pozostawia ślad w pamięci. Życie typowego szwedzkiego blokowiska — bardzo ciekawy pomysł. Dzięki wielkie! Osobiście też byłbym bardzo ciekaw zobaczyć różnicy w codziennym życiu. Myślę, że jest to do zrobienia :)
Dziękuję Ci bardzo za komentarz — jest on mocno budujący również i dla mnie oraz dodaje energii dla następnych wyjazdów. Chociaż muszę w sekrecie wyznać, że podobne wyjazdu uzależniają: jak już raz zaczniesz — nie ma sposobu żeby się zatrzymać :) Wciągasz się w podróże coraz bardziej i bardziej. Coraz więcej dostrzegasz, coraz więcej cię interesuję. Polecam, jednym słowem :)
8 Oskar | 2010-05-15 20:45
http://www.cyrkulewski.pl/images/sas.jpg
TO zdjęcie. Zapomniałem o linku. :)
7 Oskar | 2010-05-15 20:43
Oglądam Twoje reportaże od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć jedno... niesamowicie mobilizujesz. Aż sam chcę spakować parę najpotrzebniejszych rzeczy, wziąć aparat i ruszyć się na świeże powietrze. Przy czym za niesamowite uznaję to, że nie skupiasz się na miejscach powszechnie znanych, a pokazujesz rzeczy często zapomniane (Podlasie, okolice Sztokholmu). Ciekawią mnie dwie rzeczy:
1. Mógłbyś kiedyś przedstawić bliżej ’szczegóły typowego szwedzkiego blokowiska’ tzn. skupić się na różnicach między nimi, a np. polskimi. Słowem — pokazać jak żyją Szwedzi, których nie stać lub nie chcą mieszkać w swoim własnym czerwonym domku. : )
2. Gdzie zrobione jest to zdjęcie? To miejsce jest niesamowite!
Pozdrawiam mocno
6 Monika | 2010-05-07 14:43
Fajne fotki. Akurat mam przyjemnosc mieszkac w tych «tragicznie brzydkich komunistycznych blokach» i powiem Ci, ze wcale nie jest tak zle.
Okolica piekna...Blisko mamy kilka jezior, lasy wiec jak sam widzisz zyc nie umierac :-)
Podobaja mi sie takze Twoje inne reportaze.
Pozdrawiam i zycze nowych fajnych widokow
5 marek | 2010-05-06 13:57
widać ze się rozwijasz, reportersko
pozdrawiam
4 Marta | 2010-05-04 12:08
Lux wyprawa!
3 AC | 2010-05-04 09:39
@Adam
Trochę z dumą powiem, że Szwedzi, którzy pracują ze mną w biurze chętnie oglądają zdjęcia z okolicy Sztokholmu :) Co do praktycyzmu — całkowicie się zgadzam, w moim rozumieniu jest to ich wielka zaleta.
@JB
Po prostu lubię wodę :) I Wodnikiem nie jestem. Urodziłem się w kwietniu, a to Baran :)
2 JB | 2010-05-03 18:58
Ty chyba masz cos z Wodnika?! -Fetyszysta jeziorowy :D
1 Adam | 2010-05-03 09:27
Fotoreportaże są fajne. Pokazujesz kraj jakiego nie znają nawet Ci, którzy jadą tam do pracy. Udało się zobaczyć nawet... zwykłe niechlujstwo — które jest również u tam — a nie tylko w Polsce. Mnie pociąga w Szwecji to, że nie widać pośpiechu i to, że jest bardzo dużo jezior i lasów, a przy tym — ten praktycyzm szwedzki... no a domki są podobne w swej prostocie na podlasiu, tyle, że brakuje pieniędzy na ich ładne utrzymanie.
pozdrawiam Adam