wróć do listy fotoreportaży
Spływ krajoznawczo-sprawdzająco-wywiadowczy, jednodniowy. Raczej nawet kilkugodzinny. Na więcej nas w ten dzień nie było stać. Przepłyneliśmy jakieś 12–15 km. Głównym problemem na tym odcinku są przeszkody na wodzie, co 1,5–2 km. A przeciąganie kajaków po zmiemi nie należy do lżejszych i przyjmeniejszych momentów wycieczki.
<iframe width="425" height="350" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://www.google.com/maps/ms?ie=UTF8&hl=pl&msa=0&ll=53.139357,23.632622&spn=0.165171,0.30899&msid=113678151970635904550.000468ea2054b383aafb5&output=embed"></iframe>Bardzo krótkie przygotowania. Nic dziwnego, przecież to tylko 2 kajaki.
Miejsce startu wyglądało bardzo chwaściasto burzliwie i intrygująco.
Chwilami się zastanawiałem czy nie jest to jakiś nowy rodzaj dżungli. A zza tych chwastów zaraz się pokaże jakiś tygrys, chętny do pożarcia mojej nogi lub czegoś bardziej cennego.
Jednak wkrótce już wiedziałem, że jesteśmy w miłej memu sercu Polsce.
Z jej charakterystycznymi walorami przyrodniczymi...
Malowniczymi wodospadami...
Nadchodzącą wiosną...
Albo latem...
Czasem było widać przejawy polskiej miłości do natury...
I cudowny parking kajakowy.
Momentami miałem wrażenie, że trafiłem do bajki. A w tych korzeniach mieszkają krasnoludki. Przy okazji doświadczyłem pięknego uczucia powrotu do dzieciństwa.
Uczucie, kiedy płyniesz kajakiem spokojną rzeczką, jest bardzo miłe. Zapominasz o wszystkich nurtujących problemach. Nie ma ciebie, nagle przestajesz istnieć. Tylko ta woda, wiatr, las.
Mieliśmy też wielbicieli na brzegu.
...A takie były ładne, amerykańskie buciki...
Pawlak
Nie mam pojęcia jak tu się znalazła brzoza.
Niestety, podobnych przeszkód było za dużo: wodospady, leżące drzewa, resztki budowli gospodarczych. Prawie za każdym razem musieliśmy wyciągać kajaki na brzeg i przenosić je lądem, omijając te przeszkody.
W pewnym momencie miałem już dość walki z przeszkodami. Czas na powrót.
No a ten mostek został symbolem zwycięstwa. Przyjmnie było rozpocząć spływ tego dnia z samego rana, ale jeszcze bardziej przyjmnie było go skończyć. Dokładnie w tym miejscu.
Skomentuj fotoreportaż