sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

WB. Londyn. Riksha driver

21–26.08.2009, Zagranica

Gościłem w Londynie u mojego kolegi, który czas od czasu dorabia pracując na rikszy. Nie mogłem odpuścić sobie takiej okazji. Więc, na 3 dni stałem się londyńskim rikszarzem. Na wstępie dodam jeszcze, że mój angielski jest bardzo słaby (nigdy go nie uczyłem) oraz, że byłem w Londynie pierwszy raz w życiu.

Praca rikszarza, ogólnie rzecz ujmując, polega na zaczepianiu przechodniów, turystów i podwożeniu ich do jakiegoś miejsca. Jeżeli sobie tylko stoisz w jednym miejscu i czekasz, aż ktoś podejdzie do ciebie, to już możesz kończyć te zajęcie, nie da się zarobić godziwie, przyjmując taką postawę. Obserwowałem najlepszych rikszarzy, którzy zarabiają po 100–200 GBP dziennie — nigdy nie stoją nieruchomo w jednym miejscu, chyba że to krótka przerwa. Na okrągło zagadują przechodniów, pytając, gdzie one chcą trafić, czego szukają, oraz zapraszają na krótką przejażdżkę.

Podstawowymi narzędziami pracy są specjalnej konstrukcji rower oraz mapa. Są 2 typy riksz:

  • «spychacz» — siedzenie pasażerskie masz przed sobą (na przednich kolach) — spychasz swoich klientów
  • «ciągnik» — siedzenie pasażerskie masz za sobą (na tylnych kolach) — ciągniesz swoich klientów

Z tego co zauważyłem, profesjonaliści tej branży wolą spychacze, gdyż pozwala to na stały kontakt z klientami — pedałujesz, jednocześnie rozmawiając. Ja dostałem ciągnik, siedziałem więc plecami do moich pasażerów. Komunikacja z białorusino-polakiem była utrudniona :)

W Londynie jest kilka rikszarskich baz. Wszystkie one są skupione wokół centrum, żeby można było szybko, nie tracąc siły trafić na swoje podstawowe miejsce pracy — dzielnica Soho i jej okolice. Baza jest zwykłym dużym hangarem, zdolnym pomieścić w sobie kilkadziesiąt rowerów oraz miejsce do ich naprawy.

Aktywnie w centrum miasta pracuje około 300 riksz. Branża ta jest zdominowana przez 3 nacje: Polacy, Turcy oraz Kubańczycy. Co ciekawe, nie ma hindusów oraz azjatów, dla których jazda na rikszy wydaje się być integralną częścią życia.

W pierwszy dzień trafiłem do bazy już wieczorem, między 18:00 a 19:00. Krótkie szkolenie, luźna rozmowa z chłopakami, którzy właśnie się przygotowywali do wyjazdu. Poznałem również Sarę — wielką dziewczynę, która odpowiada za stan techniczny rowerów. W pewnym momencie zacząłem mieć pewne wątpliwości co do niej, gdyż zobaczyłem jak wali młotkiem w rower, tyle siły ja chyba nie mam. Dyskretnie zapytałem mojego kolegi, okazało się, że Sara wcześniej była facetem, który przyszedł pewnego dnia do pracy i powiedział, że teraz nazywa się Sara i jest kobietą. W ten prozaiczny sposób pierwszy raz osobiście poznałem transwestytę.

W pierwszy dzień pracy miałem tylko 2 «lifty». Lift w języku angielskim oznacza chyba kurs. Ryksiarze jednak nie byli w stanie wytłumaczyć, dlaczego właśnie to słowo się przyjęło. Podwoziłem starszą Panię z jej kawalerem od centrum do rzeki: 10 GBP + 2 GBP tipsów (tipsy — napiwki). Próbując wrócić z powrotem do Soho zabłądziłem na amen. 3 godziny zajęło mi wrócić w miejsce, które pamiętałem. Po drodze zaczepiła mi para francuzów, które przyjechali do Londynu na weekendową zabawę. Skoro ni oni, ani ja nie znaliśmy drogi, wziąłem tylko 6 GBP za pojeżdżenie ulicami bez celu.

Od nich dowiedziałem się, że jestem bardzo «sympatique», sfotografowaliśmy się razem (zgadzam się, że chyba nie codziennie spotyka się riksza-driver-a, który jest pierwszy dzień w Londynie i podwozi ludzi za pieniądze). Po tym już nie miałem siły i ochoty na nic, więc z trudem wróciłem do bazy.

Na następny dzień też miałem tylko 2 lifty. Ale dostałem już 19 GBP :) Zapamiętałem z tego dnia tylko to, że w nocy wiozłem parę z dyskoteki do metra i dziewczyna krzyczała: «Faster, faster...» Wtedy, kiedy ja już ledwo pedałowałem od zmęczenia. Wtedy zrozumiałem dlaczego żaden ryksiarz nie ma problemów z nadwagą.

Trzeci dzień był już w porządku. Zarobiłem 42 GBP. Miałem 2 bardzo krótkie lifty z arabami: tam i z powrotem przez Westminster Bridge. Podwiozłem babcię i dziadka wraz z dwoma małymi wnuczkami, od nich dostałem najwięcej — 15 GBP. Oraz jeszcze 2 lifty po 7 GBP. Ten dzień zapamiętałem dlatego, że strasznie natarłem sobie tyłek siedzeniem. Początki nie są łatwe.

Każdy riksha-driver poluję na «stripy». To znaczy, szuka kogoś kto chcę trafić do striptiz klubu. Za każdego przywiezionego do nich klienta można dostać 25–30 GBP. Idealną sytuacją jest kiedy przywozisz do klubu trzech pasażerów, dostajesz od nich za lift 15–20 GBP + około 90 GBP od managera striptiz klubu. Jeden taki strip wzbogaca ryksiarza o 100–120 GBP. Jeżeli będziesz miał szczęście, w ciągu jednej nocy można mieć nawet 3–5 stripów. Jednak czasami, nawet w ciągu pary tygodni nie trafisz na żadnego. Nie jest to łatwa praca. Nie każdy również się nadaje do niej. Na drugi dzień mojej pracy przyszedł nowy chłopak. Mieszkał już jakiś czas w WB, więc, z angielskim problemów nie miał. Pracował jednak tylko 1,5 dnia. Stwierdził, że jest to zbyt niepewna, męcząca praca i że woli coś spokojniejszego.

Problemem na sam początek może być to, że trzeba zapłacić za wypożyczenie rikszy za 2 tygodnie do przodu (70 GBP/tydzień) + kaucja za rower 70 GBP. Podstawowym warunkiem sukcesu jest jednak otwartość i komunikatywność petenta. Jeżeli zdarzy się, że kiedyś będę przyjmował kogoś do pracy i ta osoba powie mi, że pracowała chociażby parę miesięcy jako riksza-driver, na 100% jest to człowiek potrafiący łatwo nawiązać kontakt.

Jeszcze jedna, bardzo istotna rzecz w tej pracy — nie przyjmować do siebie wszystkiego co się dzieje na około. Trzeba koniecznie się nauczyć jednocześnie przebywać na nocnych ulicach Londynu oraz nie odbierać tego osobiście. Byłem riksza-driverem tylko 3 dni, a widziałem za ten czas więcej niż za ostatnie pól roku. Masy pianych ludzi różnych narodowości, naćpane, śpiące na ulicy, geje całujące się w cieniu, podejrzane osoby z kapturami na głowie, policja ganiająca riksze, pędzące samochody, prostytutki oraz faceci w kobiecych ubraniach. Ale, co ciekawe i zaskoczyło mnie samego — czułem się bezpiecznie. Naprawdę bezpiecznie.

Na zakończenie mały obraz :) Rozmawiałem z polakiem, który pracuje jako kurier w FedExie w centrum Londynu. Powiedziałem mu, że pracowałem parę dni jako ryksiarz.

— Naprawdę? Nienawidzę ryksiarzy! Zawsze zajeżdżam im drogę. Denerwują mnie niesamowicie, nie da się zapanować nad nimi w żaden sposób! Są wstrętni i chamscy.

Z drugiej strony barykady wygląda to zupełnie inaczej. Mój osobisty wniosek: jest to bardzo ciekawa, niezwykła, ciężka, wymagająca praca, pełna różnych niespodzianek. Można nieźle zarobić (nawet i 1000 GBP/tygodniowo), ale można i namęczyć się przez 2 tygodnie tylko na same koszty.

Cieszę się, że mogłem doświadczyć tego. Dzięki, Karol.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: cztery plus trzy? (wpisz liczbę)
 
 
10 artur | 2015-11-25 05:45
bzdury bzdury bzdury nie dajcie sie nabierać.
9 Eliza | 2014-11-17 16:56
Czy pracują tam również kobiety?
8 AC | 2011-02-28 10:02
@Krzychu
Nie pytano mnie o żadne papiery. Zwyczajnie poszedłem do bazy i powiedziałem «chcę jeździć na rikszy przez 3 dni». Prawda, miałem ułatwienie, poszedłem tam z kolegą, który pracuje jako riksza od wielu lat. Minimalny okres wynajęcia rikszy wynosi tydzień, opłacasz z góry. Jeżeli chodzi o dokładne namiary, to tu jest problem, gdyż nie pamiętam nazwy firmy. Musisz poszukać w google na hasło «London rickshaw» — łatwo znajdziesz kilka firm.
7 Krzychu | 2011-02-28 00:16
Sry że wygrzebuję :P ale... czy potrzebowałeś jakiegoś pozwolenia na pracę tam czy po prostu poszedłeś do bazy i powiedziałeś «chcę jeździć na rikszy» i pożyczają ci rikszę na te kilka dni ? I jak się nazywała firma, dla której jeździłeś ? Pozdro
6 AC | 2010-03-17 13:09
@kapi
Tak, wynajmując rikszę, masz do niej dostęp całodobowy. Z tym, że chyba nie każda firma zgadza się na podobne «tymczasowe» wynajęcie. Z tego co orientuje się, minimalny okres do wynajęcia to tydzień.
O prawną stronę nie martw się :) paragonów nie wystawiasz, więc, oficjalnie też niczego nie zarabiasz. O żadnych podatkach też nie słyszałem. Z toaletami problemu nie ma. Wszyscy rikszarze pracują mnie-więcej w tym samym miejscu. Zawszę będziesz miał w okolicy przyjaciół z tej samej firmy. Do tegoż istnieje pojęcie jak «postój». Do tegoż niektórzy właściciele barów/restauracji «pomagają» z drobnymi problemami w zamian za to, że przywozisz klientów do nich.
Mapa Londynu, przewodnik — bardzo dobry pomysł. Wiele osób pyta o przeróżne rzeczy: gdzie jest meksykańska restauracja, jakiś bar, budynek, muzeum, ciekawy pub, klub lesbijek itd. Znając dobrze okolicę zarobisz więcej.
Powodzenia :)
5 kapi | 2010-03-16 17:37
Dziękuję bardzo za odpowiedź :) Zależy mi na znalezieniu przed wyjazdem jakiejś «stałej» pracy, gdzie będę miał pewność, że zarobię pieniądze, a rikszą zająłbym się początkowo po pracy, by wiedzieć, czy opłaca mi się pozostać tylko przy tym. Rozumiem, że wynajmując rikszę mam do niej dostęp całą dobę i mogę jeździć nią rano, wieczorem, nocą i o każdej porze mam możliwość odstawienia jej do bazy?
Chciałbym również już przed wyjazdem zapoznać się z mapami Londynu, przewodnikami etc, by mieć pojęcie na ten temat i wyrabiać sobie kondycję jeżdżąc na rowerze.
Jak to wygląda od strony «prawnej»? Muszę rozliczać się z zarobionych pieniędzy czy coś w tym stylu? I jeszcze jedno. Jeżeli chciałbym skorzystać z toalety, zjeść coś etc. to gdzie zostawiam rikszę?
Pozdrawiam
4 AC | 2010-01-28 09:43
@kapi
Zdecydowanie polecam tą pracę, ale jest jeden podstawowy warunek, niezbędny do spełnienia — trzeba umieć łatwo nawiązywać kontakty. I nie są to tylko puste słowa (w Polsce w każdej ofercie pracy jest to wymagane, jednak nikt nie traktuje tego poważnie).

W ciągu jednego tygodnia już będziesz wiedział, czy ta praca nadaje się dla ciebie.

Możliwości rozmowy z ludźmi jest pełno: skoro jesteś rikszą, wszyscy zaczepiają ciebie, żeby zapytać o drogę, sklepy czy restauracje. Kiedy masz klienta dobrze jest nawiązać dyskusję z nim — prawdopodobnie dostaniesz większy napiwek.

Praca jest męcząca w pierwsze dni. Wyobraź sobie, cały czas zasuwasz obciążonym rowerem. Ale później przyzwyczajasz się i już nie czujesz zmęczenia tak szybko jak na początku.

Ja osobiście polecam :)
3 kapi | 2010-01-28 00:32
Świetny artykuł. Chciałbym wyjechać do Londynu od czerwca do końca sierpnia, by podszkolić język i utrzymać się.
Po Pańskim opisie ta praca wydaje mi się ciekawa ze względu na możliwość rozmowy z ludźmi. Czy to prawda?
Jak jest męcząca? Warto zabierać się za tą pracę?
2 DrAg | 2009-09-04 17:28
Wystarczy zajrzeć do slownika: to give a lift- podrzucic kogos, podwiesc, i nie tips tylko tip-napiwek. pozdrawiam z Southport po meczocym tygodniu w szocji.
1 Eloar | 2009-09-01 04:32
Fajnie napisany art. Podoba mi się to, ale nie rozumiem tego kuriera zupełnie. Pracowałem jako kurier w Warszawie (na rowerze) i powiem, że z samochodziażami też było się w nie najgorszej komitywie. Na ulicy trzeba współpracować i się lubić, bo wszyscy odwalają kawał dobrej roboty. Nie lubić, to można ludzi, co jadą nie wiadomo gdzie i skąd, ani tym bardziej po co. Ot zwykli kierowcy ;).