wróć do listy fotoreportaży
Przyjechałem tu tylko na jarmark wyrobów regionalnych, organizowany przez Manufakturę Łódzką. Byłem niecały dzień, dlatego zdjęcia robiłem tylko na terenie Manufaktury i w osiedlu obok. Ta część miasta, którą widziałem, jest nieciekawa: niechlujna i postkomunistyczna. Manufaktura natomiast robi zupełnie odwrotne wrażenie: bardzo ładny ośrodek, dobrze sprojektowany z dbałością o szczegóły.
Ciekawostką jest, że budynki tworzące cały kompleks rozrywkowo-handłowo-usługowy powstały w XIX, na bazie fabryki włókienniczej. Ówczesnym właścicielem fabryki był Izrael Poznański (patrz Łódź z 23 maja 2009). Więcej o historii Manufaktury.
Bardzo dobrze gotują w Tawernie Papa Verde na rynku — polecam. Natomiast, rzygowiny w postaci pizzy serwują w HollyŁódź Pizzeria, też na rynku.
Pytanie — co może pomyśleć osoba o mieście, które reprezentuje podobny Urząd Miasta? Proszę zwrócić szczególną uwagę na kosz na śmieci.
Pytanie pomocnicze — co nam powie Pierwszy Urząd Skarbowy Łódź-Bałuty? Przypominam o koszu na śmieci.
Jedziemy dalej, to jest ryneczek/bazar/punkt handlowo-usługowy.
No i te cuda współczesnej architektury. Notabene, stojąc w tym miejscu można pomyśleć, że znajdujesz się w Warszawie. Do złudzenia przypomina niektóre uliczki z polskiej stolicy.
A teraz, mój drogi czytelniku, weź głęboki oddech. Zaczyna się zdecydowanie najciekawsza część wirtualnej wycieczki. Zacznę raczej od rzeczy mniejszych.
Kosz na śmieci. Pomijając kwestię co najmniej jednego błędu w tłumaczeniach (po rosyjsku «odpady» piszę się «мусор», a nie «musor»), kosz ten wprowadza w osłupienie. Jest superancki! Tym bardziej, że tamto zasrane niebiesko-metalowe coś obok Urzędu Miasta znajduje się nie dalej niż 300 metrów.
Kolejny drobny element. W tym momencie zrozumiałem, że Łódź mi się podoba.
Szacunek za pomysł z rowerami.
Drogowskaz. Sprawdziłem, nie da się przesunąć te kolumny, są przymocowane na stałe.
A teraz, miejsce, gdzie ja to wszystko można zobaczyć. Manufaktura.
Oryginalne drzwi z XIX wieku. Niestety, te debilne białe kartki psują całe wrażenie. Kiedy robiłem zdjęcie, od środka wyszła do mnie kobieta i próbowała zabronić fotografowania. Że niby nie można fotografować w środku. Cóż, musiałem szczelnie przymknąć te drzwi w celu utrwalenia ich wizerunku. Jednak, widziałem przez szkło, że nie ucieszyła się z mojej interwencji :-)
Interesujące, iż krawężnik pod drzwiami jest bardziej wytarty z lewej strony. To znaczy, że wcześniej wchodzono do budynku poprzez lewą połowę drzwi?
Kopia oryginalnej bramy.
No i na koniec — rarytas tego dnia.
Skomentuj fotoreportaż