sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Białoruś. Postawy

24–28.12.2009, Białoruś

Ostatnim razem byłem w Postawach (fotoreportaż z 11 września 2009) kiedy było ciepło i przytulnie. Teraz natomiast — zimno, mokro i, generalnie, nie za bardzo.

Staliśmy 6 godzin w kolejce na granicy (kiedy normalnie to powinno zajmować około 30 minut). Tylko jeden celnik na polskiej stronie obsługiwał samochody z VATami. Chodzi o obcokrajowców, które zrobiły większe zakupy w Polsce i wywożą je poza granice UE, wtedy można otrzymać zwrot upłaconego podatku VAT. Urząd Celny doskonale wie, że przed świętami będzie wzmożony ruch, ale w żaden sposób nie czuje się zobowiązany przygotować się do tego.

Potem białoruskiemu celnikowi nie spodobał się robot kuchenny, który wiozłem na prezent. Musiałem użyć swojej ulubionej metody na «szczere oczy» przy jednoczesnym mówieniu, że «nie wiedziałem o tym i może jest jakieś rozwiązanie?» Alternatywne wyjście z sytuacji sprowadziło się do drobnego sfinansowania kieszonkowych wydatków celnika.

Po przekroczeniu granicy chciało się wypić herbaty, więc wpadłem do przydrożnego baru. Jak widać na zdjęciu, wybór alkoholu w zwykłej przydrożnej zapyziałej knajpce przerasta możliwości przeciętnego sklepu spożywczego w całej Europie.

W Postawach było nie przytulnie.

Wybudowane w 80-tych szare bloki.

Tak wygląda w miarę bogata dzielnica, na której mieszkają kierownicy różnych szczebli.

Przystanek autobusowy, kosz na śmieci i podstawowy środek transportu «marszrutka». Czyli taksówka-bus, która w kółko jeździ po wyznaczonej trasie. Pracowałem na podobnej jako kierowca przez kilka dni 8–9 lat temu. Zastępowałem mojego brata. Ciekawostką jest fakt, iż wtedy jeszcze nie miałem prawa jazdy.

«Mołnija» nadal wisi na swoim stałym miejscu. Teraz informuje o sukcesach kołchozu «Chotiły», w którym krowa «daje» 10,23 kg mleka na dobę (wzrost 1,75 kg w porównaniu z poprzednim rokiem).

Kiosk na przystanku. Na całym terenie byłego związku radzieckiego w podobnych kioskach można kupić milion różnych rzeczy, zaczynając od jedzenia i kończąc podpaskami i kancelarią.

Jakiś czas temu łukaszenko wprowadził we wszystkich instytucjach państwowych zasadę «jednego okna». W ideale, to miało oznaczać, że petent już nie będzie potrzebował kilogram różnych zaświadczeń, załatwiając jakiś problem w urzędzie. Przyjdzie ów obywatel do «jednego okna», poda podanie, a urzędnicy państwowi sami załatwią wszystkie niezbędne papiery. Praktyka jednak wprowadza swoje poprawki do jego absurdów. Tak wygląda «jedno okno» w przychodni rejonowej. Zostało dla mnie nie pojęte, po co to w ogóle w przychodni?

Brzeg jeziora w centrum zapakowano w płot i udekorowano wierszami na dachu budynku.

Jednak jest jedna piękna i niezmienna rzecz na Białorusi — bania. Nie ma nic lepszego na świecie jak dać paru w bani, wychłostać się brzozowymi rózgami i wskoczyć do śniegu na podwórku! I później, siedząc w środku, czuć jak tysiące igł kuje twoje ciało.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: dwa plus trzy? (wpisz liczbę)
 
 
4 Pan Tomek | 2017-10-01 19:36
Trzeba sprobowac kiedys tej waszej Bani
3 antoni | 2012-09-23 18:59
byłem w bani jeszcze za zsrr u ciotki w Maciutach ,razem z moją ukochaną żoną od 30 lat żoną nie ma nic lepszego
2 RW | 2010-02-01 10:03
Hmmm... :)
1 Zanna | 2010-01-10 20:54
Myślę jednak jest coś lepszego niż bania. Opowiem ci o tym jak się zobaczymy:)