sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Blog, marketing

wróć do listy notatek

Zajęty sprzedawca — martwy sprzedawca

2009-08-19
Czy wiedzieliście kiedyś jak do firmy przychodzi zdecydowany na kupno klient i wychodzi z przekonaniem, że już tutaj nie wróci? Właśnie byłem świadkiem czegoś takiego.

Mój kolega chcę wymienić samochód, chodzi dokładnie o FORDa (Henry Ford właśnie przekręca się w grobie). Ma teraz Mondeo i chcę mieć jeszcze większy — mini van tej samej marki. Nie może wybrać pomiędzy dwoma wersjami tego samego samochodu. Właśnie dlatego pojechaliśmy do salonu obejrzeć je oba.

Kupowanie nowego samochodu z salonu jest chyba jedną z najpiękniejszych rzeczy w życiu faceta. Co może być lepsze kiedy wsiadasz do nowego samochodu z poczuciem, że możesz za chwilę stać się jego właścicielem. Zapach nowej tapicerki naprawdę potrafi podgrzać krew. Co zostaje dla sprzedawcy w tej chwili? — rozgrzać te emocje do czerwoności, «wylizać» klienta i sprzedać mu samochód. Zebrać plony pracy tysięcy ludzi. Tyle.

Rzeczywistość w salonie FORDa na Składowej w Białymstoku przebiega jednak w innej płaszczyźnie (Henry Ford jeszcze raz się przekręca w miejscu spoczynku). Byliśmy tam 15 minut. Cały czas kręciliśmy się obok dwóch mini vanów. Oczywiście nikt nie podszedł. Każdy ze sprzedawców był zajęty: rozmową przez telefon, wypisywaniem papierów, przeglądaniem istotnych informacji w komputerze bądź po prostu bieganiem tam i z powrotem. Na nasze prośby nikt nie zareagował.

Dodam jeszcze tylko, że ten mini van kosztuje prawie 100.000 zł.

Właściciel firmy powinien myśleć o jej wizerunku w oczach klienta. Mało tego, niedbanie o to jest jak odcinanie siekierą od drzewa gałęzi, na której się siedzi. Klienci zostawią swoje pieniądze gdzieś indziej.

Skomentuj notatkę (komentarzy: 0)

Imię
Komentarz
Kontrola
człowieczeństwa
Ile wynesie: dwa plus cztery? (wpisz liczbę)
 

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszym!