Założenia
Szukałem pracy jako programista PHP + MySQL, który właśnie przyjechał do Stockholmu z Polski. Rozmawiający płynnie po polsku i rosyjsku. Również (ale już nie płynnie) po angielsku. Z doświadczeniem, portfolio i wielkim pragnieniem nauczenia się nowej wiedzy. Raczej nie interesowała mnie praca fizyczna: budowa, sprzątanie, gastronomia itd. Odstępując trochę od tego, zapytałem w jednym z McDonaldów o pracę. Kierownik powiedział, żebym wysłał do niego swoje CV i że ma takich z 200 osób. Zaniechałem więc tych prób.
Proces
Pierwszą rzeczą, którą musiałem załatwić w Stockholmie (oprócz mieszkania oczywiście) był Internet. Z tym jednak tu nie ma problemów. Dowiedziałem się, że każdy może się zapisać za darmo do biblioteki publicznej. Każda biblioteka ma na swoim terenie darmowy Wi-Fi, loginem jest twój numer karty + hasło, które sam definiujesz przy rejestracji. Jeździłem więc codziennie do biblioteki, żeby sprawdzać strony internetowe z ogłoszeniami pracy.
Druga metoda dostępu — to darmowe hot-spoty w różnych barach i cafe. Najtańszą kawę w Szwecji można kupić w McDonald’s, więc, w poszukiwaniach darmowego surfowania przesiadywałem u nich. No i jeszcze zostały do wymienienia: T-Centralen (centrum komunikacyjne Stockholmu: dworzec autobusowy, kolej i metro), niektóre miejsca na Gamla Stanie (starówka).
Strony, które wykorzystywałem (kolejność nie ma znaczenia):
Jest ich oczywiście więcej. Jednak po pewnym czasie zrozumiałem, że oferty się powtarzają i że te 3 strony pokrywają zdecydowaną większość rynku pracy.
Więc, sprawdzałem codziennie te strony i wysyłałem swoje CV. List motywacyjny uważam za patafiański pomysł chorych pracowników od HR, nie mam go, i (to oczywiste) nie używałem.
Umieściłem również ogłoszenie na
www.poloniainfo.se oraz
www.sweden4rus.nu. Na trzeci dzień zadzwonili do mnie z ogłoszenia na
www.poloniainfo.se. Była to firma, założona przez polaka i produkująca żaluzje. Powiedzieli, że potrzebują pomocy z instalacja i uruchomieniem sklepu internetowego i czy nie mógłbym im pomóc. Pewnie, że mogłem :) I tak właśnie zarobiłem pierwsze pieniądze w Stockholmie.
Oprócz wysyłania CV w odpowiedzi na ogłoszenia, szukałem również innych możliwości znalezienia pracodawcy. Między innymi sprawdziłem strony internetowe kilku gazet i magazynów (lokalnych i większych) i jeżeli dałem rady znaleźć tam kontakt do działu online — wysyłałem do nich swoje CV, zaznaczając w emailu, że w Polsce przez jakiś czas pracowałem w gazecie.
Postanowiłem również udać się na spotkanie polonijne. Chociaż określając go precyzyjniej było to spotkanie sympatyków
www.poloniainfo.se. Myślałem, że może któryś z mieszkających tu polaków przez przypadek będzie mógł mi pomóc. Ale to też była ślepa uliczka. Ludzie spotykali się w tym gronie w celu towarzyskim, wypić razem piwa, pogadać po polsku, często też o Polsce, o życiu polaków za granicą itd. Poznałem kilka ciekawych osób, ale to tyle. Niestety, nie byli oni w stanie pomóc z zatrudnieniem.
Sprzed dwóch lat znałem tylko jednego «oryginalnego» Szweda. Do niego też napisałem, że właśnie jestem w Stockholmie i szukam pracy jako programista PHP. Jego odpowiedź była obiecująca, gdyż napisał, że pracuje w firmie, która wkrótce będzie szukała kogoś z podobnymi do moich kwalifikacji.
Reasumując, szukałem pracy na cztery sposoby:
- Strony internetowe
- Kontakt bezpośredni z potencjalnymi pracodawcami
- Ogłoszenia na stronach polonijnych i rosyjskojęzycznych
- Osobiste znajomości
Wyniki
Po 40 dniach poszukiwań podpisałem kontrakt na 6-miesięczny okres próbny. Uznaję, więc, swoje próby za udane :) W jaki sposób znalazłem pracę? Ze stron internetowych miałem zerowy odzew. Z kontaktów bezpośrednich też. Z ogłoszeń na stronach miałem jednego tymczasowego klienta. Osobista znajomość przekształciła się w zatrudnienie (dzięki, Andrzej).
Tamten Szwed (jedyny, którego znałem) zadzwonił pewnego dnia i poprosił mnie o wysłanie do niego CV i linków do prac. Następnie wymieniłem parę maili z ich głównym developerem. Później było spotkanie z właścicielem. Po tygodniu jeszcze jedno spotkanie z właścicielem i oferta pracy. Po dwóch kolejnych dniach już miałem własne biurko u nich w biurze.
Podsumowujący morał
Wiem, że miałem wiele szczęścia. Całkowicie się z tym zgadzam. Ale też wiem i wierzę, że jemu trzeba pomagać. Trzeba wychodzić naprzeciw, szukać, pytać, myśleć, pragnąć, walczyć ze strachem, popełniać błędy i iść dalej. Myślę, że kombinacja tych czynników i jest szczęściem w osiągnięciu własnego celu.
Skomentuj notatkę (komentarzy: 11)