sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Blog, marketing

wróć do listy notatek

Oda do alkoholu

2010-04-29
— Myślę sobie, no nie, zostaje dłużej. Wypiję trochę więcej szampana, poczytam newsy w necie. Będę sam gdzieś w centrum wielkiego świata, w potężnym mieście. W samym sercu Sztokholmu. A bo niby co mam robić w domu?

Następna myśl dotyczy «domu», w którym obecnie mieszkam.

— Jaki to jest, kurwa, dom? Mieszkam z ludźmi, których ledwie znam. Wszystko, dosłownie wszystko jest w nim obce. Inne. Nie moje. Czuje się w nim jak w wielkiej dziurze, w której wygodnie się śpi. Używam własnej szczoteczki, mam dżinsy, książki, plecak, marzenia.

Wypiłem prawie butelkę drogiego szampana (pożegnalna impreza w firmie) i wydaje mi się, że zrozumiałem dlaczego ludzie stają się alkoholikami. Wytłumaczenie jest proste, jak i wszystkie najlepsze wytłumaczenia na ziemi — bo nie mają nic do roboty. Nie ma żadnego, totalnie żadnego sposobu na zajęcie własnego umysłu.

Wiem z doświadczenia, że w imigracji pije się więcej niż w domu. Znałem sporo Białorusinów/Ukraińców/Rosjan w Polsce, znam sporo Polaków/Białorusinów/Ukraińców w Szwecji. Za dużo alkoholu. Dlaczego? Od teraz już wiem.

Codziennie przychodzę do «domu», robię kolację, rozmawiam z obcymi ludźmi, tęsknię za przyjaciółmi i rodziną, marzę, czytam, robię pranie. I tak codziennie. CODZIENNIE to samo, przez 6 ostatnich miesięcy. Każdy dzień w 100% jest kopią dnia poprzedniego. Tylko spróbuj to sobie wyobrazić. A to nie jest GUŁAG, nie jest nawet więzienie, to jest tylko imigracja.

Od 10 dni mam w pokoju sąsiada. Jest to imigrant ze sporym doświadczeniem. Ostanie 7 lat wyjeżdża za granicę pracować na budowę. Jak sam powiedział, zarabia tu w 3 miesiące tyle co w domu w ciągu całego roku. Przywiózł ze sobą 2 litry wódki, 2 litry whisky, 4 litra piwa. Przez 10 dni pili s kolegą (mieszka w sąsiednim pokoju) codziennie. Codziennie pytałem ich: «dlaczego»? Po co im to? Odpowiedź była zawsze ta sama: «Nie rozumiesz, jesteś zbyt młody. Przecież tylko siedzimy i rozmawiamy.»

Żeby dojrzeć do normalnego poziomu życia za granicą w normalnych warunkach musi minąć kilka lat. Kto mówi, że poczuł się jak w domu zaledwie w parę miesięcy — kłamie. Ale co robi większość imigrantów, żeby zabić codzienną wielką tęsknotę w sercu? Tęsknotę, która wypija resztkę sił, wypruwa umysł od środka, powoli ale stanowczo podkopuje twoje przekonania. Najlepsza metoda — browarek wieczorem.

Jakie to mylne!

Skomentuj notatkę (komentarzy: 6)

Imię
Komentarz
Kontrola
człowieczeństwa
Ile wynesie: cztery plus jeden? (wpisz liczbę)
 

Komentarze

6 AC | 2010-05-24 23:48
@Wojtek
Mam żonę :) Jednak przez ostatnich 8 miesięcy mieszkaliśmy w różnych krajach.
5 Wojtek | 2010-05-20 18:13
A nie warto spróbować sobie partnerki / partnera życiowego?
4 AC | 2010-05-07 12:14
@mb
To nie jest «użalanie się», tylko «Oda do alkoholu» :)
Uważam, że szczęście jest jednocześnie bardziej skomplikowane niż «dom, rodzina» a zarazem prostsze niż myślimy. Dla siebie prywatnie uzupełniam ową listę w pracę, samorealizację oraz marzenia. Oczywiście, nie są one równoznaczne. Oczywiście, rodzina jest najbardziej istotnym elementem. Z drugiej zaś strony, sam doskonałe wiesz o tym, że nie jedna rodzina rozpadła się z powodu pieniędzy, na przykład. Każdy człowiek musi dążyć do złotego środka, który ustala sam dla siebie.
Na razie jeszcze nie myślę o powrocie :)
3 mb | 2010-05-06 14:10
jak już tobie mówiłem, uważam że najważniejsze w życiu to rodzina, dom, przyjaciele, a nie podróże, kasa, nowe przygody.
dlatego trzeba być tam gdzie jest dom, rodzina, przyjaciele.
albo wracaj do Polski, albo się nie użalaj, bo wybór emigracji to twój własny bardziej wynikający z chęci przeżycia czegos nowego niż z konieczności
wracaj do nas pozdr
2 JB | 2010-05-02 12:32
Mam doslownie swiezo zaczete 27 lat. Zaczelem wyjezdzac w wieku 19 lat na dluzsze okresy, nie tyle typowo «turystycznie». Moj pierwszy wyjazd na Cypr, za praca, potwierdzil regole opisywana powyzej. Tesknota, samotnosc, lecz nigdy nie pilem sam. Poznalem DUZO STARSZYCH znajomych nawet ze ja moglem byc ich synami, o prostym typie myslenia, i tym samym reakcji na bierzace problemy. Wiec jak mowi przyslowie, z kim przystajesz takim sie stajesz. Kolejny dlugi okres czasu Irlandia, pilem okazjonalnie w zasadzie bardzo zadko zagladalem do dna kieliszka, pod koniec gdy poznalem ludzi na miejscu z ktorymi dobrze sie dogadywalem, ale raczej to miala forme porzegnania, czy wspolnego zabijania czasu.
W UK nie pije, duzo... nie pije prawie wogule. Zbyt wiele widzialem tutaj, gdzie alkochol jest znacznie tanszy (mowie o gatunkowych alkocholach nie wodce),i co potrafi robic z ludzmi. Mam co prawda momenty, musze przyznac, kiedy bedac sam w pokoju, z wlasnymi przemysleniami, marzeniami i zamkniety czy chcemy czy tego nie chcemy w 4 scianach. Dopada mnie wtedy cos, na stan, checi odragowania WSZYSTKIEGO. Ale nie fizycznego bo od tego mam silownie. Ale mentalnego. Wszystkiego czyli... dnia pracy, ludzi, pierdolonej pogody, tesknoty za domem, za miastem, za... (prosze rozwin liste). Wtedy otwieram butelke gatunkowego dobrego wina, ktorego stoi pare butelek zakurzonych na szafce, nalewam kieliszek, puszczam muzyke i zaglebiam sie w meandry swiata wirtualnego. Wylaczam sie. Sam sie na tym lapie. Jak ksiazka Wiśniewskiego «S@motnosc w sieci» (film to straszny gniot). Czy ja mam siebie traktowac jako alkocholika? Mozliwe. Ale wynika tylko z potrzeby milosci, i tesknoty... emocjonalnej. Tak samo wczoraj, zaczelem czytac, i pic i zanim sie zorientowalem, bedac o dziwo TRZEZWY! wypilem ponad pol butelki swietnego czerwonego wina typu Shiraz. Mi sie zdaje Aleksandrze ze to wszystko wynika z tego, ze my ludzie jestesmy niewolnikami tego systemu. Systemu konsumpcji, a dokladnie pogoni za luksusem, ktore ograbilo nas z wszelkich moralnych wartosci. Wszystko zapychamy pol-srodkami, badz substytutami milosci. Kiedys ludzie nie majac internetu i komorek byli znacznie sobie blizsi. Moze dlatego ze bron nie siegala tak daleko :)
1 Nenulka | 2010-04-30 16:21
Świetnie napisane Sasza.
Pozdrowienia od nas dla Was