Nie tak dawno zostałem oskarżony przez moją koleżankę, że bardzo mało piszę o Białorusi. Właśnie wróciłem ze swojej pierwszej ojczyzny i pragnę naprawić przykre niedociągnięcie.
***
łukaszenko wybiera się na inspekcję do pewnej miejscowości. Najczęściej wykorzystuje do tego helikopter. Przylatuje do jakiegoś punktu, łąduje i dalej podróżuje samochodem. Cała wojewódzka milicja ma pełne ręcę roboty w tym czasie. Trzeba sprawdzić każdy (!) dom po drodze; zajrzeć do każdego okna, strychu — przecież gdzieś może ukrywać się snajper; zabrać na tymczasowe przechowanie broń myśliwską w całym rejonie — bo jak znamy z klasyki, broń czasami strzela; wysłać pijaków, prostytutek, psychicznie chorych oraz inne niebiezpieczne elementy za miasto (do sanatorium, znajomych itd.), jeżeli ktoś się nie zgadza na wyjazd — może zostać tymczasowo zatrzymany.
Kilka lat temu w Postawach pewna psychicznie chora kobieta zaczeła publicznie zadawać «ciężkie» pytania podczas spotkania łukaszenki z ludem. Mało tego, padły ostre oskarżenia na temat władzy lokalnej. Sytuację wówczas udało się jakoś uratować. Jednak przed następnym przyjazdem białoruskiego słoneczka wysłano ją — na koszt biudżetu oczywiście — do sanatorium na jakiś czas.
Drogi, płoty przy drodzę, place miejskie, budynki publiczne i prywatne są odnawiane w wielkim pośpiechu. Władza nie liczy się z kosztami: ma być ładnie, świeżo oraz przyjemnie pachnąć. Prace trwają od świtu do zmierzchu, 7 dni w tygodniu. Jakość odnowienia w takim tempie jest oczywiście bardzo słaba — już rok później zostaną tylko nikłe ślady po całym zajściu.
Mój znajomy K., milicjant drogówki, opowiada:
— Ludzie o tym nie wiedzą, ale my [milicja] wiemy co za tym stoi. W sąsiedniej gminie przez półroku remontowano pewien wiadukt. W końcu jeden pas został ukończony. Wtedy dowiedziano się, iż właśnie tu będzie jechać łukaszenko. W ciągu jednej doby (!) ukończono budowę, położono asfalt oraz namalowano pasy. Następnie przyjechał samochód wojskowy z wyszkolonym psem i saperem. Sprawdzono, czy nie ma bomby. Później pod mostem umiejscowiono zamaskowanego milicjanta, żeby nie pozwolił ewentualnemu zamachowcy na podłożenie ładunku wybuchowego.
Robi przerwę i pyta mnie:
— Wy, tam w Polsce czy Szwecji, pewnie nie macie czegoś takiego?
— No raczej nie.
— Widzisz! Ale to przezież nie wszystko. Wzdłuż drogi, po której ma przejechać łukaszenko, co jakieś
200-300 metrów ma stać milicjant, ubrany po cywilu. Kiedy przychodzi sygnał, że samochody już są blisko, ma się schować gdzieś w krzakach. Przy tym, nie daj Boże, żeby ktoś czy coś wyskoczyło na drogę przed orszakiem. Jakiś czas temu, w innej gminie pies wyskoczył na drogę przed samochodami. Zrobiono z tego bardzo wielki problem i kilka osób ledwo nie straciło pracę w milicji! Przecież to jest chore!
Tak sobie myślę: łukaszenko przez 16 lat buduje Państwo pod swoją miarę; dobiera, zmienia ludzi; nie ufa nikomu we własnym otoczeniu; zastrasza i dominuję w każdej dziedzinie; rządzi twardą autokratyczną ręką. I co teraz ma? Przecież on już nie zna Białorusi! Nie zna jej problemów, historii, nastroju. Mieszka w kraju, ogrodzony wielkim murem od własnego ludu. Czyż nie jest to największa porażka dla człowieka?
Skomentuj notatkę (komentarzy: 4)